Automatyzacja i człowiek – kto kogo potrzebuje?

276

W rozważaniach na temat automatyki i robotyzacji łatwo wyodrębnić dwie wizje przyszłości. Pierwsza to kraina wiecznej szczęśliwości, w której nowe technologie pozwalają na pełną kontrolę każdego aspektu życia – nawet klimatu. Zgodnie z drugą, katastroficzną wizją roboty i sztuczna inteligencja stają się wszechobecne, zaczynają wszystko kontrolować, a poprzez możliwość samouczenia są zagrożeniem dla człowieka i uznają go za element zbędny. Obie wizje są tak spektakularne, jak utopijne.  Z jednej strony nowe technologie nie rozwiążą wszystkich problemów ludzkości, ale z drugiej stanowią dla niej szansę, a nie zagrożenie.

Cała historia „walki” człowieka z robotyzacją, automatyzacją i mechanizacją jest bardzo długa. Już pod koniec XIX w., w Wielkiej Brytanii, kiedy wprowadzenie automatycznych krosien wywołało spore problemy społeczne – uważano wówczas, że maszyny zabierają ludziom pracę. Doskonale znana jest historia związana z Miltonem Friedmanem, laureatem Nobla w dziedzinie ekonomii, który w latach 60. pełnił funkcję konsultanta rządu w temacie robót publicznych – programu budowania dróg i mostów – w jednym z azjatyckich krajów. Zaproponowane przez niego rozwiązania – między innymi użycie koparek zamiast łopat – zostały odrzucone, ponieważ, jak przekonywał rząd, podstawowym celem programu było zapewnienie jak największej liczby miejsc pracy, a nie przyspieszenie robót. Friedman odpowiedział więc, żeby zamiast łopat, pracownicy używali… łyżeczek do herbaty. Choć historię można traktować z przymrużeniem oka, jest to dobry punkt wyjścia do dyskusji o przyszłości automatyzacji i robotyzacji. Jaki jest ich cel i czemu mają służyć maszyny i roboty – czy mają zastąpić ludzi, czy może im pomagać im i wspierać?

Symbioza człowieka i maszyny

W latach 70. XX w. w Stanach Zjednoczonych nastąpił okres prosperity i boomu gospodarczego. To wtedy automatyzacja i umaszynowienie stanowisk pracy nastąpiły na szeroką skalę. Wbrew pozorom, nie oznaczało to utraty pracy – wręcz przeciwnie, powstało wiele nowych i atrakcyjnych finansowo stanowisk, a przed pracownikami, z uwagi na duży nacisk na wysokie kwalifikacje personelu, otworzyły się nowe perspektywy rozwoju. Ten złoty okres przyniósł niesamowitą symbiozę pomiędzy postępem technologicznym dobrobytem klasy produkcyjnej – wzrosła wydajność, a wraz z nią poziom wynagrodzeń i popyt na usługi. Był to dowód na to, że roboty i maszyny nie muszą zabierać ludziom pracy – mogą ich wspierać i rozwijać.

Boom na IoT w produkcji dyskretnejProsperita nie trwała wiecznie. Pod koniec XX w. sytuacja zaczęła ulegać stopniowej zmianie nie z winy pracowników, ale z uwagi na prawa twardej ekonomii. Nastąpił duży rozdźwięk zależności między rosnącą produktywnością a wyższymi wynagrodzeniami, a co za tym idzie – została zerwana również zależność pomiędzy pracą a bogactwem. Dość powiedzieć, że w 2013 roku, mimo wzrostu produktywności o 103 %, zwykły pracownik zarabiał 13 % mniej niż w porównaniu do 1973 roku![1]

Klęska automatyzacji

To właśnie w 2013 roku nastąpił przełom w świecie automatyzacji i robotyzacji. Wtedy ElonMusk, wizjoner i założyciel Tesla Motors uruchomił w pełni zautomatyzowaną fabrykę samochodów elektrycznych. Na liniach produkcyjnych znajdowało się 160 robotów, zdolnych do w pełni autonomicznej pracy i zmiany narzędzi w zależności od przydzielonych zadań. Dwa lata później, w 2015 roku we Fremont uruchomiono następną linię produkcyjną, a już w 2017 roku KUKA Robotics zainstalowała tam blisko 470 kolejnych robotów. Zgodnie z wizją Muska „człowiek nie powinien być istotnym elementem linii produkcyjnej, ponieważ cała produkcja zostałaby zredukowana do szybkości jego pracy”, a „rolą ludzi powinno być zarządzanie maszynami, usprawnianie ich, a także stawianie czoła anomaliom i rozwiązywanie problemów”. Pomysł Muska opierał się na jeszcze jednym założeniu – sukces marketingowy Tesli przekładał się na brak limitu popytowego i totalna automatyzacja produkcji miała być panaceum na ograniczenia w możliwościach produkcyjnych.

Sprawa miała zaskakujący finał – wiosną 2018 roku Musk przyznał, że nadmierna automatyzacja produkcji w Tesla Motors była błędem i nie docenił roli ludzi. Kluczowym problemem, jaki zdiagnozowano, okazało się zbyt wczesne przejście z fazy pilotażowej do regularnej. Błędy postanowiono naprawić poprzez zatrudnienie dodatkowej liczby pracowników, częściowy demontaż maszyn i wprowadzenie systemu zmianowego.

Założenia Lean

Warto przytoczyć jeszcze drugi, nieco bliższy i bardziej lokalny, pozytywny przykład potencjalnych korzyści związanych z automatyzacją produkcji. Na zajęciach prezentowaliśmy case study jednej z niewielkich firm, prowadzącej laboratorium kosmetyczne i składającej się z niewielkiego, kilkudziesięcioosobowego zespołu. Mierzyła się ona z problemem, na który składały się krótkie serie produkcji, jej dzienna zmienność, konieczność używania wielu zróżnicowanych opakowań czy bardzo precyzyjnego i estetycznego przelewania kosmetyków do słoiczków. Unowocześnienie produkcji i oddanie jej części kobotom pozwoliło na zwiększenie wydajności pracowników i niejako „awans” – szeregowi pracownicy produkcji stali się nadzorcami automatycznych systemów konfekcjonowania.

Technokratyczno-mechanistyczno-inżynierskie podejście Muska i jego bezwzględne zaufanie do automatyzacji i robotyzacji produkcji zostało bardzo mocno skrytykowane przez środowisko i z czasem musiało uznać wyższość założeń tzw. Lean Management. Lean opiera się na przekonaniu, że to ludzie mają największą i najlepszą wiedzę o procesie produkcyjnym, że konieczne jest najpierw zrozumienie procesu produkcji przed jej wdrożeniem i wreszcie – że automatyzację należy wdrażać w takim zakresie, w jakim jest to absolutnie konieczne. Strategia Lean wymaga dogłębnego przemyślenia wszystkich etapów transformacji, szczegółowego przeanalizowania procesów i ich wzajemnego oddziaływania czy promowania i popularyzacji nowych rozwiązań organizacyjnych i technicznych. Bardzo mocno podkreślamy to na zajęciach w ramach studiów MBA Kaizen Industry 4.0 w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Konieczność symbiozy

Przemysł 4.0., oparty na wykorzystywaniu najnowocześniejszych technologii, wspierających automatyzację produkcji, cały czas ewoluuje. Właśnie słowo „ewolucja” warto szczególnie podkreślić, ponieważ Industry 5.0, w stronę którego zmierzamy, nie będzie opierał się na rewolucji, a na stopniowym powrocie tego, co już jest doskonale nam znane – sile ludzkich rąk i umysłów – do struktur przemysłowych. Koncepcja Przemysłu 5.0 obejmuje komponent tzw. humantouch, czyli zwiększenia stopnia współpracy pomiędzy człowiekiem a nowoczesnymi, inteligentnymi systemami produkcyjnymi.

Odpowiedź na pytanie, kto w relacji człowiek-maszyna jest „ważniejszy”, nie może być więc prostsza: to układ, wymagający synergii. Tak, jak ludzie coraz częściej będą potrzebować i korzystać ze wsparcia robotów i automatów, tak te nie będą one prawidłowo funkcjonować bez wsparcia tzw. czynnika ludzkiego. Historia Tesli i nadmiernej, agresywnej automatyzacji, która niemal kompletnie odsunęła człowieka od procesu produkcyjnego, zakończyła się spektakularną katastrofą. Z drugiej strony coraz częściej słyszymy o przypadkach, w których koboty i maszyny zaczynają wyręczać i odciążać ludzi, a przy tym nie stanowią dla nich zagrożenia na „rynku pracy”.

Tomasz Haiduk

Wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

Prezes Instytutu Industry 4.0

[1]https://voxeu.org/article/link-between-us-pay-and-productivity