Postępująca (r)ewolucja druku 3D

83

Coraz trwalsze i jednocześnie tańsze materiały, z jakich można drukować w technologii 3D, zwiększają możliwości jej zastosowań. Spółka igus wprowadza właśnie na rynek drukowane formy wtryskowe. To dobra wiadomość nie tylko dla branży drukarek 3D, w której polskie firmy zajmują miejsce w światowej czołówce, ale też dla wszystkich producentów, którzy korzystają z drukowanych prototypów.

Spółka igus wprowadza na rynek (w Polsce równolegle z innymi krajami) usługę drukowania w technologii 3D form wtryskowych z wytrzymałych, odpornych na wysokie temperatury i ścieranie filamentów. Wbrew pozorom nie jest to informacja interesująca wyłącznie dla wąskiej grupy producentów drukarek 3D. Ponieważ odlewy tego typu mogą być wykonane (metodą SLS lub SLA) z tej nowej technologii skorzystać mogą producenci całej gamy branż – od spożywczej, poprzez meblarską, tekstylną, aż urządzeń medycznych, maszyn rolniczych, samochodów, samolotów czy urządzeń do pracy pod wodą (które muszą być wyposażone w nierdzewne ruchome elementy z tworzyw). Technologia została już wykorzystana kilkakrotnie w Polsce i cieszy się coraz większym zainteresowaniem firm.

– Drukowane formy wtryskowe nie są oczywiście tak trwałe, jak tradycyjne, stalowe, ale można z ich pomocą produkować krótkie serie, od kilku do kilkuset sztuk, elementów z dokładnie tych samych, trwałych tworzyw, z jakich wytwarza w tradycyjnej technologii. Proces ten jest nawet do 80 procent tańszy od tego z użyciem form tradycyjnych, możemy więc mówić o sporej rewolucji na rynku prototypów i próbnych serii – mówi Radosław Sobociński, manager produktu iglidur z igus.

Za pomocą drukarki 3D można więc już tworzyć urządzanie prototypowe, które wyglądają, zachowują się i są równie trwałe, jak te docelowe. Jaką korzyść z tego mają producenci?

– Nie muszą inwestować dużych pieniędzy w tradycyjne formy wtryskowe, które kosztują co najmniej po kilka tysięcy euro. Mogą więc znacznie obniżyć koszt etapu prototypowania i sprawdzania czy dane urządzenie działa i czy przyjmie się na rynku – wyjaśnia Sobociński. Mniejsze ryzyko oznacza o wiele mniejsze koszty. Taki system świetnie wpisuje się w coraz bardziej zindywidualizowany współczesny rynek.

Polska 3D stoi

Opracowywanie i wprowadzanie na rynek coraz bardziej wytrzymałych materiałów do druku 3D to jeden z ważnych obszarów, w których specjalizuje się igus. Dzięki temu innowacyjna technologia, rozszerza swój zasięg z obszaru prototypowania do krótkoseryjnej produkcji, która staje się opłacalna, a wręcz konkurencyjna. To dobra wiadomość dla stale rosnącego rynku producentów drukarek 3D, na którym polskie firmy zajmują liczącą się pozycję w skali globalnej. Sami producenci drukarek szacują ją na około 7-10 procent udziałów.

– Rynek okrzepł i przechodzi w tej chwili proces profesjonalizacji. Na fali sukcesu polskich marek wyrosło bardzo dużo firm zajmujących się prototypowaniem metodą fused deposition modeling i produkcją filamentów – mówi Mateusz Olczyk z ZMorph, jednego z najważniejszych polskich producentów drukarek 3D.
Większość z tych firm działa na rynku lokalnym, ale kilka od lat utrzymuje się w światowej czołówce.

– Zaczęło się od olsztyńskiego Zortrax. Weszli na rynek w idealnym momencie, kiedy zaczynał się rozwijać niskobudżetowy druk 3D. Świetny model biznesowy przyniósł im sukces, co ułatwiło start w tej branży kolejnym polskim firmom. Potem był m.in. ZMorph, 3DKreator, a w 2015 roku my – mówi Michał Grzymała-Moszczyński z Sinterit.

Zarówno Olczyk, jak i Grzymała-Moszczyński podkreślają, że kluczem do tego rynku była i jest innowacyjność. Sinterit wszedł na scenę druku 3D wprowadzając pierwszą na świecie desktopową drukarkę w technologii spiekania laserowego, który to typ wcześniej nie był rozwijany na skalę profesjonalną. ZMorph stworzył maszynę, której możliwości wykraczają daleko poza klasyczną drukarkę. Można uzbroić w jedną z kilku wymiennych końcówek narzędziowych, dzięki czemu może ona drukować w 3D, ale też być frezarką – po zamontowaniu głowicy CNC lub maszyną do grawerowania – dzięki głowicy laserowej.

Innowacyjny skok ku najlepszym

Przedstawiciele branży podkreślają, że rynek na tyle się już ustabilizował, że o wiele trudniej niż kiedyś przejść na nim z etapu „garażowego” do skali globalnego producenta. Warunkiem, by było to możliwe, jest zaproponowanie kolejnego przełomowego, innowacyjnego rozwiązania.
Zdaniem Marka Wzorka, prezesa igus Polska, polskie firmy są jednak w dobrym momencie by przeskoczyć granicę oddzielającą nas od producentów z Zachodu. I dotyczy to nie tylko branży druku 3D.

– Mogą to zrobić korzystając z wiedzy i nowych trendów, jakie pojawiają się w przemyśle. Idee takie jak Przemysł 4.0, czy organizowanie firm według modelu turkusowego mogą być impulsem dla rozwoju i pomostem pozwalającym nam przeskoczyć dystans dzielący nas od zachodnich liderów – mówi Wzorek. – Jesteśmy bardzo elastyczni w działaniu, otwarci na nowe technologie i pomysły, nie boimy się zmian i wyzwań. To wszystko sprawia, że możemy szybciej wejść na nowe poziomy jako społeczeństwo i szybciej rozwinąć się w obszarach biznesu – mówi Worek.

Jego zdaniem branża drukarek 3D, to tylko jeden z przykładów na to, jak wiele mamy do zaoferowania, kiedy bez kompleksów korzystamy ze swoich zasobów.

Źródło: www.igus.pl